ER

                              turystyka motocyklowa, podróże, relacje, zdjęcia, porady 


                                                                                  powrót

W czwartek wieczorem przyjeżdżam do Wyatta do Kalisza i następnego dnia z rana ruszamy w trase załadowana MZ ( choć Wyatt cały czas się wachał czy nie wziasc też swej CZ ). Zaraz za Kaliszem wymieniam szczotki w MZ jako że skończyło się ładowanie. Tankujemy do pełna w Grabowie i mkniemy na Wieruszów, Kluczbork, Opole. Własnie od Opola biegnie bardzo ładna szosa - tj szeroka i równa jakich w Polsce niewiele.Co jakis czas zmieniamy się za sterem motocykla tak aby nikt sie ani nie zanudził ani nie zmęczył.Co troche stajemy na odpoczynek i relaksacje. Dalej jadziem na Niemodlin, Nysę i Głuchołazy. Docieramy już po zmroku do bazy gdzie odbywa się spotkanie ludzi gór. Od razu widzimy p. Alka Lwowa - legendę gór, przywitanie, krótka pogawędka i zanosimy graty do namiotu. Okazuje się że tylko my tam bedziemy spać. Noc nie za goraca, ale da się spać. Na sobote przewidziane sa pokazy slajdów i opowiesci po południu i wieczorem, więc z rana się urywamy do Czech.


 

 Przejeżdżamy przez Mikulovice ( mijamy znajoma pizzerię ). Zatrzymujemy sie przy sklepie na zakupy małe i przypadkowo zauważamy plakat mowiacy że w Jeseniku odbywa się zlot Volkswagena akurat dzisiaj. No więc wio na Jesenik, troche potrwało zanim znalezlismy miejsce, ale się udało. Ogladamy Garbusy, Ogórki i kilka motocykli. Sa tez wyscigi vw po tuningu, sciga się też jakis motorowiec na trajce. Ogólnie ciekawa zabawa, chcemy kupic koszulki i czapke ale brak waluty czeskiej jest małym problemem. Na szczęscie znajdujemy Polaków na zlocie i wymieniamy troche złotówek na korony. Wracamy do Głuchołazów. Po drodze mija nas grupka motocyklistów na zabytkowych maszynach - doprawdy piekny dzwięk. Na bazie widzimy że mamy sasiadów w namiocie obok. Dojechali dzis.. Opowiadaja nam o swych przygodach jak zdobywali Mont Blanc. Planuja tez wyprawe na Elbrus i przy okazji zapraszaja i nas bysmy dolaczyli. Mili z nich ludzie. 

Następnie idziemy na główny punkt spotkanialudzi gór czyli "Nepal - Wo Shiva auf Budda trifft" Dietera Glogowskiego. Opowiada on swoje wspaniałe przygody jak to przemierzał Nepal z Budda. Sa takze inne prezentacje - Kaśka Mazurkiewicz wystąpiła z ilustrowaną pięknymi i świetnie dobranymi przeźroczami prelekcją na temat różnych aspektów podróżowania po świecie, opatrując zdjęcia dynamicznym, perfekcyjnym i bardzo dowcipnym komentarzem.Zaraz po niej, wystąpił Witek Szylderowicz z premierą swojego 45-minutowego filmu pokazującego przebieg niedawno zakończonej (z sukcesem) wyprawy na Gasherbrum II. Pózniej było ognisko, pojadło się chleba, kiełbasy - przyjemna, ciepła (ognisko dobrze grzało ) atmosfera. Zasypiamy w naszym wojskowym namiocie bardzo szybko. Następny dzień zaczyna się podjazdem . Jest to akcja przeznaczona tylko dla ochotników. Cóż, dołaczamy do grupy smialkow i porywamy sie na niemozliwe czyli podejscie na Biskupia Kopa. Pod wpływem naporu, góra musiała odpuscic i weszlismy na sam szczyt. Tam odpoczynek, piwko, obserwacje prawdziwych górskich wyg. Był tam też Czech pracujacy przy budowie jakiegos budynku - prawdziwy Easy Rider - dojezdzał na szczyt na swoją Tenere , pracował sam w ciszy... Później Schodzimy w dół do naszego PKS i wio jak paniska jedziemy z powrotem do bazy.

Tu czeka miła chwila, bo uczestnicy spotkania dostaja prezenty, nikt nie odchodzi z pusta siatka, a towar rzuca sam pan Alek wiec satysfakcja podwójna. Pomagamy jeszcze posprzatac po zakończeniu imprezy gdy większosc wsiadła i odjechała już swymi luksusowymi trumnami. I tak dziwnie jakos, bo niby nie pózno, a my sie wachamy - jechać do domu, nie jechać. Nie jedziemy, idziemy pochodzić po okolicach, siadamy nad rzeka i rozprawiamy o domniemanej wyższosci 4 Tnad 2 T. W końcu sie zbilża wieczór i wracamy do bazy, siadamy przy ognisku, jemy, właczamy walkmana z muzyka Pink Floyd i słuchamy. Oj naprawde mocno się zasiedzielismy. Prawdziwy easyriderowy wieczór. W końcu spać. W poniedziałek rano wyjeżdżamy na dom, po drodze jeszcze kupujemy zapas ciastek na droge i w droge.Powoli swoim tempem docieramy do Kalisza, przyjemnie sie jedzie bo mamy ogólnie z górki do Kalisza, jak zawsze po drodze stajemy, łazimy, słuchamy muzyczki, podziwiamy niebo...Na koniec łapie nas deszczyk, ale to tylko tak na pożegnanie.

 

Billy & Wyatt

                                                                                                                                                                       powrót