Na jednej z plaż na brzegu porozrzucane są olbrzymie głazy. Jesteśmy tu jako jedni z pierwszych dzisiejszego dnia. Ranne z nas ptaszki. O 8. rano siedzimy już nad wodą. Z pustego parkingu robi się przepełniony. Multum ludzi. Każdy przechodzi obok nas w nadziei, że znajdzie "swój" głaz. Ci co przyszli po 11. nie mieli szans. Wracali zawiedzeni i rozkładali się na trawie. Wszystkie głazy "rodzinne" były pozajmowane. Obok nas jest sporo miejsca. Chyba aż tak nie śmierdzimy. Siedzimy przy motocyklu, nie nad samą wodą. To pewnie dlatego.
Nadchodzi ostatni poranek, ostatnie pakowanie namiotu, ostatnie spojrzenie na Skandynawię. O 8. stawiamy się na terminalu promowym. Poza kolejką połyka nas prom. Pogoda idealna. Całe 10 godzin rejsu siedzimy na tarasie widokowym, na wygodnych leżakach. Pod nami Polacy wracający z pracy po kilu miesiącach. Piją, palą,rozlewają popitki. Mimo podchmielenia każdy z nich nie spuszcza z oka swojego plecaczka. Ci co mają chwilowo dosyć trzymają go na kolanach, przez ucho torby mając przeplecioną rękę. Niejedni pozbędą się tu dzisiaj kilku dniówek w sklepie wolnocłowym. Po horyzont rozciąga się morze. Czasem miniemy jakiś statek, czasem bardzo blisko. Widzieliśmy nawet łódź podwodną ale nieco wcześniej bo jeszcze będąc na Olandii. Nie wszystko dało radę opisać. Jak każdy wyjazd najlepiej samemu przeżyć.
 |
 |
|
Jeszcze tylko wkurzymy się na chamstwo
i brak kultury na drogach w Polsce, jazda nocna, 400km, Bydgoszcz i już będziemy
w domu by przesuszyć namiot, zjeść schabowego, napić się do woli herbaty,
pójść na piwko.
DODATKOWE
ZDJĘCIA (skany)
KONIEC
(C)Wyatt (Rafał B) 2004
Spis relacji
Strona główna
Chyba każda Szwedka to blondynka. Jeszcze póki młoda jako tako wygląda. Na pewno nie jest z nimi jak z winem.
Przez kolejne 3 dni do odejścia promu kręcimy się po okolicy. Zwiedzamy Karlskronę. Większość czasu spędzamy jednak na plaży. Różni się ona znacznie od naszego wyobrażenia. Jest wąska i nie ma tyle piasku. Woda nie ciągnie się po horyzont bo po drodze są zakola, wyspy i wysepki. Brzeg bardziej przypomina jezioro. Amatorów słońca nie brakuje. Woda ciepła z niewielką falą i oczywiście słona. W budce z lodami i fast foodem instaluje ładowarkę do baterii. W tym czasie jak będziemy leżakować zdąży sie podładować.
Na noc wracamy do "naszego" lasu. Kolejny dzień w podobnym stylu. Jedziemy na nieco inną plaże przy której jest pole kempingowe. Wykorzystujemy je ładując telefony i gotując wodę. Wreszcie zjemy normalną zupkę czyli w płynie. Od kilku ładnych dni nie mieliśmy nic ciepłego w ustach a w każdym razie nic co dało by się zjeść.
Pływanie, leżenie na plecach, leżenie na brzuchu, bokiem, siedzenie... Tak mijały nam te ostatnie dni w Szwecji. Kompletne lenistwo i bierny odpoczynek. Sporą część wypoczywających to ludzie starsi. Oni też najczęściej podróżują, tacy emerytowani ale aktywni turyści. Szkoda, że w Polsce tak nie jest.
SZWECJA 2004 (str. 12)