Szwecja 07-08.2004
Jako, że wakacje należało jakoś spędzić, i to na pewno w siodle, trzeba było wymylić coś na pogodzenie odwiecznych "brak kasy" - "ja kur..muszę gdzieś wyjechać bo zwariuję". Rozwiązaniem stał się wyjazd za granicę, gdzie można by szybko zarobić, wiele zwiedzić po drodze i na miejscu. To wszystko koniecznie motocyklem. Szukanie pracy przez sieć, systemy EURES, urzędy pracy itp. nie przyniosło rezultatu. Było jedynie ciekawym doświadczeniem. Panie np. w jednym z UP w Poznaniu rozbawiły mnie wybornie. W budynku, do którego ciężko trafić (chyba celowo zamaskowanego), siedziało kilka kobitek. Ruchu nie było, w powietrzu unosił się aromatyczny zapach kawy. Jedna z pań miała ważną rozmowę (w stylu "odrobiłeś już lekcje") i musiałem poczekać. Dowiedziałem się, że załatwianie pracy za granicą na miesiąc przed jest nie możliwe. Pomyślałem, że się spózniłem ale urzędniczka ku mojemu zdziwieniu poinformowała mnie, iż jest stanowczo za wcześnie. Takie rzeczy jak twierdziła załatwia się na tydzień przed wyjazdem. Nie to, że ręce opadają. Po prostu nóż się w kieszeni otwiera. Biblioteczka z flagą unijną, komputerem (z saperem i pasjansem)...sztuka dla sztuki. Na moje pytanie o możliwość pomocy w napisaniu CV (co jest jak wcześniej wyczytałem w regulaminie ich obowiązkiem) powiedziano mi, że mogę sobie ściągnąć wzory z internetu. Pozostawie to bez komentarza i wiele innych sytuacji bo to w końcu ma być relacja z wyjazdu a nie narzekanie na system. Poza tym już mnie zaczyna serce boleć.
Na forum jak zwykle napisaliśmy o planie. Reakcja była spora. Niestety na koniec okazało się, że prawdopodobnie pojadę sam z dziewczyną. Zawiedli nie tylko ci "dalsi". Spowodowało to, że plan wyjazdu sztandarowego w składzie Billy&Wyatt padł, że padł jego skład. Ucieszyłem się, gdy okazało się jednak, że pojedziemy w 2 motocykle. I tak w końcu ja, PannaN oraz Kropelka_350 i Jacek mając po kilkadziesiąt pasztetów, zupek chińskich, barszczy, 2 namioty, spiwory, kuchenkę, gitarę i dreszczyk na skórze od zapachu nowej przygody wyruszamy na podbój Skandynawii. Zupełnie w ciemno.
Punktem zbornym jest Bydgoszcz a dokładniej działka w jej pięknej okolicy. Dzięki Hania! Kropelka ma już sporo w kołach. Ponad 500km w upale i dużym ruchu. Ja mimo tylko 200km też czuję się zmęczony. Mimo, że rano mamy prom i wypadało by wstać koło 4-5 by zdążyć a wcześniej jeszcze zmrużyć oko, rozpalamy ognisko. Towarzyszy nam też moja siostra z chłopakiem. Gitarka, browar i te sprawy...wieczorek zapoznawczy jak trza.
![]() |
![]() |
![]() |
Wyjeżdżamy jeszcze przed wschodem. Droga pusta, białe pasy lśnią. Żałuję, że nie zorganizowałem sobie bagażnika bo jedzie się bardzo niewygodnie. 2 osoby ze sporym bagażem bez żadnego stelarza nie wspominając o kufrze nie były wygodnym rozwiązaniem dla GSa. Siedzę na baku i dosłownie ubolewam. NIestety potrafiło mi to pogorszyć czasem nastrój. W Gdyni jesteśmy na czas. Pogoda nie taka jaką bym sobie życzył w czasie dziennego rejsu po Bałtyku. Kupujemy bilety (357zł za motocykl+2 osoby) i pakujemy się na prom. Oczywiście nie czekamy w kolejce konserw.
![]() |
![]() |
![]() |
Przy podjezdzie obsługa wprowadza w błąd i w rezultacie stoje na stromej, stalowej pochylni w pełnym obciążeniu. Koła przy próbie ruszenia wpadają w poślizg. Z pomocą wcześniej przyglądającego się jak szpak w... pracownika wjeżdżamy na deck no bo przecież nie mogli tego nazwać pokład czy poziom. Tam specjalnymi taśmami mocujemy maszyny. Jest to zrobione tak, że nie ma obaw by się nawet z całym bagażem i przy niezłym bujnięciu coś mogło stać.
Dziesięć godzin rejsu strasznie się nam dłużyło. Pogoda była kiepska, padał deszcz i mocno wiało więc siedzielimy wewnątrz jedenasto-poziomowego promu. Jako, że płynąłem nim już po raz czwarty nie było to dla mnie jakąś super atrakcją, szczególnie w taką pogodę. Zrobiliśmy desant w Karlskronie około godziny 19. Zimno, szaro i deszczowo. Szybka i bezproblemowa odprawa graniczna i już jedziemy przed siebie, na północ od miasta. Rozglądamy się za miejscem na biwak. Zaraz będzie ciemno więc chcemy się rozbić jak najszybciej. Znajdujemy niezłe miejsce, schowani jak dziki. Dojazd stanowi najpierw polna droga, później leśna żeby w końcu zamienić się na slalom pomiędzy drzewami i wielkimi głazami. Gęsto i wilgotno. Motocykle opieramy o drzewa, obok stawiamy nasze igla. Obracamy je wejściami do siebie i powstaje w ten sposób jeden duży namiot, całkiem wygodny. Kropelka wyjmuje z torby kuchenkę i już mamy ciepłą strawę. Idziemy spać dosyć szybko. Czujemy zmęczenie po ostatniej bezsennej nocy i jak by nie patrzeć kilkuset przebytych kilometrach. Poza tym nie ma co robić w nocy, w lesie, w deszczu.
![]() |
![]() |
![]() |
Dzień również zapowiada się deszczowo. Postanawiamy, że ja z Hanią pojeżdżę po okolicy w poszukiwaniu pracy a Kropelka w tym czasie z Jackiem popilnują naszego majątku. Pierwsze poszukiwania nie nastrajają nas optymistycznie. Pracy nie ma w ogóle i nie zapowiada się, żeby w kolejnym odwiedzonym gospodarstwie miało być inaczej. Ludzi mało, nikt nic nie wie. W jednym z nich spotykamy Polaków, którzy przyjechali tu do pracy. Dla nich jednak ledwo jest co robić więc o przyjmowaniu nowych nie ma co marzyć. Sporo starszych osób, uśmiechniętych i życzliwych. Widać, ze wiodą spokojny żywot. Niemalże wszystkie chałupy malowane na brązowo i oczywiście drewniane. Prawie w każdym ogródku metalowy globusik, trawa starannie wykoszona. Pieszych nie widać. Ruch na drodze niewielki. Zatrzymujemy się by zrobić małe zakupy. Wiedzieliśmy, że ceny są tu wysokie ale mimo to jesteśmy w lekkim szoku. Chleb w cenie 8-15zł, woda mineralna 1,5l prawie 10zł. Tę ostatnią kupujemy tylko raz na cały pobyt. Później tylko napełniamy butelki kranówką. Już zaczynam tęsknić za Polską a właściwie za piwkiem w normalnej cenie, ulubionymi flipsikami, ciepłym obiadkiem. Tu piwo nie dosyć, że słabe (niecałe 3%) to kosztuje 10zł. Jak już zacząłem o cenach to dodam jeszcze, że litr paliwa 95 kosztuje ok. 5,50zł (ok. 10,40SEK), litr oleju do 2T ok. 40-60zł, litr oleju do 4T powyżej 60zł, fajki 15zł, mały smar do łańcucha 20zł. Większość stacji czynna jest tylko do 19., ew. 20. jednak później istnieje także możliwość tankowania z tym, że poprzez automat (na banknoty) lub kartę płatniczą. Można korzystać z tych udogodnień także w dzień. Co więcej przez automat jest niższa cena za litr. W Polsce także pojawiają się już takie stacje.
![]() |
![]() |
![]() |
Do obozu wracamy bez niczego oprócz zrobionych zakupów. Myślimy gdzie pojechać. Wierzymy, że sytuacja się polepszy. W ramach rekreacji gramy w scrabble, piłkę, specerujemy po lesie. Las w pewnym miejscu staje się bardzo ciekawy i tajemniczy. Było w tym miejscu coś wyjątkowego.
![]() |
![]() |
![]() |
Zostajemy tu na noc. Rano odpalamy nasze wierne rumaki, pakujemy graty których jest na prawdę sporo głównie ze względu na ilość zabranego jedzenia. Nawiasem mówiąc starcza nam ono praktycznie na 3 tygodnie pobytu w Skandynawii, nie licząc chleba. Kierujemy się na Kalmar po drodze pytając o pracę. Przez ponad sześciokilometrowy most wjeżdżamy na smukłą wyspę Olandia. Pogoda znacznie się poprawiła. Widać więcej dużych gospodarstw, więcej upraw a więc co za tym idzie więcej wiary, że coś tu znajdziemy. Jeździmy od wsi do wsi, chodzimy od domu do domu. W wielu nikogo nie ma. Ci co są nie potrzebują rąk do pracy. Tak zajeżdżamy aż na samo południe wyspy, bardzo ładne zresztą. Przede wszystkim piękna, soczysta zieleń traw, pachnące powietrze, cisza, spokój, zadbane domostwa, kamienne murki, podwórka, równy asfalt, znikomy ruch, dzikie gęsi, maszty jachtów.
![]() |
![]() |
![]() |
Ze Szwedami dogadujemy się po angielsku. W jednym miejscu nawet i by była praca ale facet tłumaczy, że ma komplet. Czyli jednak kogoś tam zatrudniają więc może w końcu nam się uda. Wiele z chałup sprawia tylko wrażenie gospodarstw gdzie się coś hoduje albo uprawia. Jednak to tylko wrażenie. To domki letnie, wiejskie odskocznie dla zmęczonych miastem. Robi się ciemno. Zjeżdżamy więc z drogi i rozbijamy na polnej ścieżce nasze namioty. Motocykle lądują w wysokiej trawie. Słychać dzikie ptactwo, w tle wish'a granego przez brata na gitarze. Benzynka do kuchenki, zupka do kubka i od razu robi się cieplej.
![]() |
![]() |
![]() |