EASY
RIDER - 2
Dojeżdżają
do miasteczka w którym się odbywa parada, czemu nie dołączyć... Niestety zostają
zamnknięci w pudle za nielegalne branie udziału w paradzie... Billy czuje się
nieszczęśliwy. Więzień z sąsiedniej celi coś mamrocze, wali w kraty i budzi
Wyatta ku niepocieszeniu Billego. Następuje małe spięcie między Billym i więźniem
ale pan George Hanson ( bo tak sie nazywa ) przeprasza i ziewa słysząc groźby
dzikiego Billa. Okazuje się że Hanson ma układy więc natychmiast Billy zmienia
ton na przyjacielski. Strażnik nazywa easyriderów "wy zwierzęta, nie umiecie
się posługiwać ogniem" gdy Billy prosi o cygarete. Pan Hanson udziela porad
naszym bohaterom - że powinni ściąć włosy, jednakże zapewnia ich że się nimi
zaopiekuje. Na pytanie czy może ich stąd wydostać, Goerge mówi że "chyba
tak jeśli nikogo nie zabiliście, przynajmniej żadnego białego...!"
Hanson ma problemy z alkoholem i wspomina szeryfowi żeby nic nie mówił ojcu.
Następnie idzie z Billy i Wyattem obejrzeć te cudne maszyny o których tyle się
nasłyszał w celi. George planuje jechać do burdelu, który jest w Mardi Gras,
więc wsiada na motockl z Wyattem. Znów jest ich trzech na szlaku, pośród cudownych
krajobrazów. Tak mija cały dzień, nastaje noc i nasi przyjaciele rozbijają obóz.
Wyatt proponuje Georgowi jointa, ten początkowo odmawia mówiąc że ma już problem
z alkoholem, jednak po chwili decyduje się spróbować. Billy nagle wtrąca się
do rozmowy, mówiąc że przed chwilą widział coś latającego. George wyjaśnia że
to było ufo - rząd wie o nich wszystko ale nie ujawnia prawdy żeby nie wzbudzić
paniki. Następnego dnia po jak zawsze emocjonującej jeździe zatrzymują się w
prawdziwym amerykańskim wieśniackim miasteczku - Morganza ( Louisiana ).
Wchodzą do baru, siadają. Nieznacznie różnią się wyglądem od tubylców, dziewczyny
siedzące obok śmieją się, ale są też zainteresowane ridersami. Jednak grupka
wieśniaków z innego stolika zaczyna ich wyśmiewać. Sytuacja robi się coraz bardziej
napięta, jako że dziewczyny są po stronie bandy motocyklowej. Więc nasi przyjaciele
opuszczają szybko budynek, jeden z wieśniaków mówi "nie wydaje mi się że
uda im się dojechać do parafii". Billy, Wyatt i George spędzają więc noc
na dziko, nieopodal miasteczka. Następuje rozmowa między Billym i Georgem, Wyatt
jak zawsze spokojny :
- "Wiesz, kiedyś to był dobry kraj" - George ; Billy opowiada jak
nie chcieli ich przyjąć do motelu. Na to Goerge :
- "Tu chodzi o to co wasza dwójka sobą reprezentuje" - Na to Billy
:
- "To co reprezentujemy sobą dla nich to ludzie którzy potrzebują obciąć
włosy"
- "O nie, tu chodzi o wolność"
- "Co złego w wolności, przecież o to tu chodzi, nie?"
- "Tak, o to właśnie chodzi, ale mówienie o wolności a bycie wolnym to
2 całkowicie odmienne rzeczy.Ci wieśniacy mogą mówić i mówić o wolności, ale
kiedy widzą naprawdę wolnego człowieka wtedy się boją"
- "Jasne, zobaczą co to strach"
- "Oni się nie boją Ciebie, ale tego co sobą reprezentujesz"
- "Więc wychodzi że oni są kompletnymi idiotami"
- "Nie, raczej bardzo niebezpieczni"
Następnie słyszymy zabawny dialog między nimi.
Jest już noc, przyjeżdżają Ci sami wieśniacy z baru, i okładają całą śpiącą
trójkę, Billy krzyczy,podnosi się , psy szczekają, oprawcy odjeżdżają, Billy
i Wyatt są w miarę cali, ale niestey Goerge nie żyje...



















